„Widzieć we mnie osobę wierzącą” - błogosławieństwo nowych lektorów
W sobotnie przedpołudnie, 6 czerwca 2026 r., w Bazylice Katedralnej w Sosnowcu odbył się Diecezjalny Zjazd Liturgicznej Służby Ołtarza. Podczas uroczystej Eucharystii bp Artur Ważny pobłogosławił 73 nowych lektorów, w tym 3 kandydatów z naszej parafii: Pawła Wąchałę, Tymoteusza Morawskiego oraz Krzysztofa Chudego.
Obrzęd ustanowienia nowych lektorów był szczególnym momentem nie tylko dla samych ustanawianych, ale także dla ich rodzin, które towarzyszyły chłopakom podczas uroczystości. - Radość, duma i wzruszenie - mówią rodzice, wspominając moment nakładania krzyży lektorskich ich synom przez biskupa. - Dla mnie było to ważne wydarzenie. Po 3,5 roku przygotowań, po kursie, oficjalnie zostałem ustanowiony lektorem. Na koniec mszy miałem też okazję składać podziękowanie biskupowi za wspólną modlitwę - mówi z dumą nowy lektor Tymoteusz. - Dla mnie to była taka kropka nad „i”. Myślę teraz o posłudze ceremoniarza. Nieliczni tego dostępują - dodaje Krzysztof.
Po zakończeniu oficjalnych uroczystości w bazylice nowi lektorzy i ceremoniarze wraz z rodzinami i duszpasterzami zostali zaproszeni na wspólny poczęstunek. Był to doskonały moment na integrację, luźne rozmowy i radosne świętowanie.
Ta uroczystość była dopełnieniem ich kilkuletniej posługi przy ołtarzu, która rozpoczęła się tuż po sakramencie Pierwszej Komunii Świętej. Samo pragnienie bycia ministrantem kiełkowało już wcześniej. - Zaczęło się od zwykłej dziecięcej ciekawości. Siedząc w ławce na mszy przypatrywałem się, co robią ministranci i ciekawiło mnie jak to jest być przy ołtarzu - wspomina Krzysztof. - U mnie było podobnie - dodaje Tymoteusz - Nie znałem nikogo, kto byłby ministrantem, ale ciekawość i potrzeba serca były silniejsze. Pamiętam, że przed dopuszczeniem do służby byłem z babcią na Różańcu i wtedy upewniłem się, że chcę być ministrantem. Wszyscy chłopcy przyznają, że mają szczęście, ponieważ ich najbliżsi cały czas byli przy nich i nadal ich wspierają i pomagają w tej drodze służby w Kościele.
Nasi nowi lektorzy twierdzą, że moment, w którym pierwszy raz czytali na ambonie nie był dla nich w ogóle stresujący. - To była bardzo spontaniczna sprawa. Wszedłem do zakrystii i ówczesny wikary poprosił żebym czytał na mszy. Oczywiście nie byłem przygotowany do tego, ale jakoś poszło. I tak się zaczęło. Potem zostałem kandydatem na lektora. Czytanie ćwiczyłem w domu, np. przy rodzicach. Takie wystąpienia nie stresują mnie - opowiada Krzyś. Podobnie podejście prezentuje Tymek: - Pamiętam, że czytać w kościele zacząłem w październiku 4 lata temu. Nie było nikogo ze starszych i spróbowałem ja. Poszło bez problemu. I stało się naturalnym, że chce być lektorem. A ćwiczyliśmy dużo na zbiórkach.
Kiedy moi młodzi rozmówcy zaczynali służyć przy ołtarzu, służba ministrancka cieszyła się większą „popularnością”, a kandydat na lektora, to było wyróżnienie. Teraz, mimo wyzwań i trudności, jakie przed nimi stają, nie narzekają. - Bardzo dobrze czuję się w tej parafii i lubię przyjść na mszę, nawet kiedy nie mam dyżuru. Jest tu taki spokój, głowa mi tu odpoczywa i mam z kim porozmawiać. - wyznaje Krzysiek. Parafia jest dla nich miejscem, gdzie czują się potrzebni. Mogą służyć Bogu i pomagać całej wspólnocie parafialnej. Chcą też dzielić się swoim doświadczeniem i wspierać młodszych, co nie należy do najłatwiejszych rzeczy. - Czujemy, że jako ministranci swoim zachowaniem musimy być dobrym przykładem w kościele dla młodszych, ale i dla starszych, którzy czasami lepiej wiedzą, jak wygląda liturgia - tłumaczy Krzysztof dodając jednocześnie - Poza kościołem staram się zachowywać tak, żeby nawet ktoś, kto nie wie, że jestem ministrantem, mógł widzieć we mnie osobę wierzącą, która dobrze postępuje. Mam nadzieje, że w przyszłości też uda mi się nie robić głupot.
Na pytanie, co pomogłoby dziś ministrantom lepiej pełnić służbę, odpowiadają zgodnie - Na pewno więcej zbiórek, żeby się dobrze poznać i nauczyć poprawnego wykonywania czynności. Zrozumienie, bo popełniamy błędy. Lepsze wsłuchiwanie się w to, co mówią młodsi i nie omijanie problemów. Ważne, żeby był ksiądz i opiekował się nami, i był dla nas autorytetem. Na pewno jakieś wyjazdy, wycieczki, zabawa pomogłyby lepiej się nam zintegrować.
Bardzo dziękuję Tymoteuszowi i Krzysztofowi za rozmowę i poświęcony czas.
Drodzy ministranci i lektorzy bądźcie mocni i wytrwali w waszej posłudze przy ołtarzu oraz wierni podjętym zobowiązaniom. My parafianie potrzebujemy waszej posługi i cieszymy się nią.
Rozmawiała Agnieszka


